Nie bądź ciastem, czyli daj innym siebie.

Miej wyjebane, a będzie Ci dane.

Mój były współlokator (dla jego dobra powiedzmy że jest to… Darek) mieszkał ze mną rok. Do tego momentu mamy spory kontakt, mimo że obracamy się w różnych światach. Zawsze jest bardzo serdecznie, gdy się spotykamy, jest duży sentyment do minionego, wspólnie spędzonego czasu.

Darek jest leniem. Kurwa, nie ma jak tego owijać w bawełnę – jest największym leniem jakiego spotkałem w moim życiu. I bynajmniej teraz nie demonizuję go za to, a w zasadzie nigdy tego nie robiłem. Czasami potrafiłem się z tego śmiać, trochę mu docinać, ale to raczej z powodu jak bardzo absurdalnie urocze to było z jego strony.

Chłop był typem człowieka, któremu nigdzie się nie spieszyło. Starał się być zawsze na czas, ale jakoś tak to wychodziło, ze nigdy nie był. Nie przejmował się tym za bardzo. Lubił sobie zapalić…

[…]śmieszne papieroski z naturalnym wkładem
-Fisz Emade – „666”

… wieczorem do snu, a czasami też po takim wieczorze w ten sposób się obudzić. Czasami, gdy mógł sobie pozwolić, to nawet po to by znów pójść od razu spać. Uwielbiał spać. Ze wspomagaczami, czy bez to jego dziennym minimum było 12h. Może jego zamiłowanie do używek nie pomagało mu w ambitnym załatwianiu wszystkich spraw, ale to nie to (nie tylko) było tego powodem. Darek po prostu taki był i kochał to wszystko. Nie miał z tym najmniejszego problemu.

O zgrozo, przerażało mnie to wtedy co on robi. Nie potrafiłem tego pojąć w tym momencie, bo byłem w innym momencie swego życia. Jak mówiłem nigdy go nie potępiałem za to, ale miałem wrażenie, że się marnuje. Moja świadomość i spojrzenie na świat były zgoła inne zaczynałem swój życiowy bieg.

Po ciężkim dniu na uczelni i wieczornym znieczulaniu się wstawałem wcześnie, by wyjść do pracy. Potem kacując wstawałem rannym świtem, czasami gdy było jeszcze strasznie ciemno, a zimno przenikało aż po koniuszki palców u stóp. Minimum dziesięć godzin w pracy, bo pieniążki na nowe buty z łyżwą same się nie zarobią, a wyglądać jakoś trzeba, c’nie? Na cotygodniowe podróże do lubej na odległość też trzeba mieć pieniądze. Potem trening (pozycja w zespole sama się nie zbuduje), chociaż tego ani trochę nie żałuję, jedyna dobra rzecz w tym moim bieganiu. No i mimo braku snu, wycieńczenia po całym dniu szedłem ze znajomymi na imprezę, by praktycznie się skończyć. Nie dlatego, że chciałem. Bo nie chciałem być nudziarzem i tym, co zawsze mówi nie. Wypadało pójść. A rano znów wczesna pobudka i mróz w stopy… Robiłem dużo na pokaz, dużo poświęcałem się dla innych, a dla siebie prawie wcale. W sumie to nie byłem sobą, o czym powiem później. Trochę był ze mnie wtedy taki Michał, o którym pisałem w poprzednim poście. Ale któż mówił, że ja nie mam grzechów na swym sumieniu?

Darek swojego czasu, gdy ktoś żartował o jego podejściu powiedział znamienne słowa:

Miej wyjebane, a będzie Ci dane.

Pierwszy raz zasłyszane właśnie od niego spośród wielu następnych. I facet miał rację. Wiadomo, że każdy może inaczej to zinterpretować, bo nie należy tego brać mocno dosłownie, ale podstawy są takie same. On może był skrajnym przykładem, ale chyba już wiadomo jaki chciałbym namalować jego obraz. Mimo kilku potknięć na swojej drodze nigdy nie spotkało go nic złego. Potknięć, których mógłby doświadczyć każdy z nas, zarówno zarobiony ja, jak i rozleniwiony on. Wyszedł w tym bilansie tak bardzo na plus, że tylko mu pozazdrościć. Oszczędził sobie kupy nerwów, energii i zdrowia. Przede wszystkim nerwów. Szkoda, że nie potrafiłem go zrozumieć, gdy to wtedy mówił.


Być ciastem czy nie być ciastem. Oto jest pytanie.

 

Skąd w ogóle takie myśli, skąd to się wzięło?

Mój ukochany laptopik mam w swoim posiadaniu od przeszło 3 lat. Przynajmniej ja mam tendencję do przechowywania wielu rzeczy na nim, o których potem całkowicie zapominam. Nie dość, że te 3 lata pozwoliły na nazbieranie się wielu rzeczy, to jeszcze miałem tam rzeczy zgrane bezpośrednio z migracji z poprzedniego komputera. Dzieje stare jak dinozaury, okryte kurzem i pozlepiane pajęczynami. Było tak do czasu, aż zainstalowałem Picasę.

Jakby ktoś nie wiedział jest to prosty programik do zarządzania i obróbki zdjęciami. Picasa ma to do siebie, że jeśli się jej pozwoli, to skanuje komputer w poszukiwaniu (dosłownie) wszystkich zdjęć jakie możesz posiadać w określonej lokalizacji. Jakież było moje zdziwienie co miotełka Picasy otrzepała z kurzu i wydobyła na światło dzienne.

Kupa, wielka kupa zdjęć z bardzo odległych czasów. Niektóre prawie do 10 lat wstecz. Inni ludzie w moim towarzystwie, inne życie, inne pasje, inne podejście. Naprawdę dobre czasy, świetne wspomnienia a w duszy mnóstwo radości.

Naszła mnie na ten temat refleksja. Dlaczego tak bardzo się zmieniłem? Bo to, że zmiany są nieuchronne, to jest akurat proste i zrozumiałe chyba dla każdego. Z tym, że po 3,4,5 latach wracam teraz do prawdziwego siebie, skóry w której czuję się najlepiej i zaczyna wyglądać to trochę jak kiedyś. Czyli co, kiedyś było lepiej? A przecież mówiłem sobie, że niczego nie żałuję, ale w takim wypadku jak określić ten czas gdy byłem inny – gdy w zasadzie nie byłem sobą. Mówiłem, że nie będę żałował, bo będę wiedział przynajmniej, że zrobiłem co mogłem.

Tak, to był między innymi ten czas, gdy mieszkałem także z Darkiem.

Poświęciłem część siebie dla osoby, która miała mnie uzupełniać. Pozwoliłem się zmanipulować, być jak ciasto które potrzebuje odpowiedniego ugniatania by wszystko wyszło jak trzeba. Byłem pewien, ze robię to dla wyższego dobra, że życie mnie za to wynagrodzi, a ja znajdę sobie jakąś drogę – tak bardzo chciałem by to Nam wyszło. Wierzyłem w to, że cel uświęca środki.

Teraz z perspektywy gdy wspomniane ciasto po upieczeniu okazało się niejadalnym zakalcem, a i składników na nowe trzeba pozbierać, to widzę, że to był błąd. Na szczęście trafiłem na kilka wspaniałych osób, które pomogły mi przejrzeć mi na oczy. Chwała im za to. Miałem nie żałować, a chyba jednak trochę żałuję. Tylko kim teraz jestem, czy nie zatraciłem siebie w całym tym procesie?

„Co sobie myślisz widząc mnie?”

Nie warto być dla innych ciastem. Nie warto być plasteliną. To błąd. Jesteśmy piękną rzeźbą, każdy na swój unikalny sposób. Takie zmiany w jej integralność to wręcz jej profanacja. Pozwólmy się odkryć.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Nie bądź ciastem, czyli daj innym siebie.

  1. Myślałam, że „ciastem” będzie właśnie Twój współlokator. Miękkim, lejącym się przez palce, niewyrobionym, zalegającym w łóżku niczym nieapetyczny kilkudniowy sernik, którego już nikt nie chce tknąć. I myślę, że mimo wszystko życie, które nie ma (odpowiedniej) dynamiki… Jest o wiele gorszym życiem, niż takie, które potrafi zmęczyć. Bo wtedy odpoczynek nie ma smaku. Jednak musi być miejsce na regenerację, ale tylko po to, byśmy mieli siły do podejmowania kolejnych wyzwań, delektowania się zwycięstwami, i uczenia się nowych rzeczy na porażkach. Trzeba nauczyć się odpuszczać, ale to nie znaczy, by skrajnie „olewać”, czyt.: „mieć wyjebane”. Taki złoty środek 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Oczywiście, że masz rację. Tak jak już napisałem, facet jest skrajnym przykładem którego lepiej nie brać dosłownie. Jest to hiperbola, ale mocno i dosadnie pokazująca problem. Nie warto raczej go naśladować.
      A jest też swojego rodzaju ciastem. Inaczej interpretowanym ciastem to jak najbardziej on mógłby być. Ale z drugiej strony, kim my jesteśmy by mówić mu co robić? Jeśli mu to pasuje… 🙂

      Polubienie

  2. zawsze jest sie soba , bedac samemu hahahhah
    taki mały szczegół
    Ja np. napisze na swoim przykładzie zawsze jestem soba , aczkolwiek
    musze no niestety musze dostrajać sie do innych
    – każdy tak robi, choćby zapierał się rękoma i nogami- nie zmieniac a dostrajac przec co wydaje sie mozliwie aAA nie bylem soba

    to jedno

    drugie

    drugie jak upieke nalesniki

    🙂 – bo oczywiscie niedoczytałam do końca

    Polubienie

  3. bede sie odnosic …..tak mi łatwiej pisać bo jest troche tego 🙂
    myśle że zły ne bedziesz , albo mi za złe haha

    ” Nie dlatego, że chciałem.
    Bo nie chciałem być nudziarzem i tym, co zawsze mówi nie.
    Wypadało pójść. A rano znów wczesna pobudka i mróz w stopy…
    Robiłem dużo na pokaz, dużo poświęcałem się dla innych,
    a dla siebie prawie wcale.
    W sumie to nie byłem sobą, o czym powiem później. ”

    To nie jest tak . Z perspektywy czasu zawsze widzimy siebie inaczej
    czasem wydaje nam sie (źle) że wtedy to nie my w 100%.
    Sek w tym że musismy by tomialo rece i nogi i jako taki sens
    patrzec na siebie tak jak widzielismy sie wtedy.
    Bo nie chciales byc nudziarzem….- to jest takie nasze wytlumaczenie
    by nie wyjsc na lenia, by nie wyjsc na samotnika itd…
    Cos jednak cie motywowało , jakas twoja mysl, przynajmniej ja nie uwazam ze nie przynioslo to zadnych owocow
    te mysli ktore obecnie uwazasz za negatywne.
    Nie robiles nic wbrew sobie – bo gdybys robił byłbys masochosta , dwa
    za kazdym razem czulbys sie źle , za kazdym wyjsciem , co za tym idzie
    czynilbys se krzywde i nie sadze bys tereaz mial sile pisac bloga

    bede pisac na raty

    Polubienie

  4. Mhmmm…..
    Poświeciciles czesc siebie dla osoby , ktora miała Cie uzupełniać.
    Czyżby??
    Poświęciłeś siebie , mhmmm (śmiać mi sie troche chce) , czyli zależało
    bardziej Tobie, bardziej sie starałeś zatracajac część siebie…..mhmmm
    Czyżby??
    Powiem Tobie a troche żyje (32lata) nie mam pojecia co ludzie rozumieja poprzez
    „uzupełnianie się”, choc wiele razy słyszłam owe słowa, w róznych konfiguracjach oczywiście.
    Nie wiem i powiem Tobie że przepraszam za wyrażenie „gówno mnie to interesuje”, aczkolwiek
    zastanawiałam się nie raz na sposobem rozumowania , pojmowania ludzi,
    tak jak sformuowanie ” szukanie podobieństw, bo przecie majac , posiadajac
    wielkodaremny zasob podobienstw ludziom zyje sie łatwiej”
    Czyżby??
    Żadne z powyższych dobrego życia nie gwarantuje, udanego partnerstwa , ba nie ułatwia.
    Ułatwiają poglądy i wartości….ale nie gwarantują – to jest zbyt skomplikowane i nie będziemy się nad tym Magdalenko rozpisywać 😛

    Na pewno to obydowje w tamtym czasie mieliście inny bagaż doświadczeń,
    inne potrzeby czy oczekiwania wobec rzeczywistości co za tym idzie
    zaspokajanie potrzeb psychicznych i społecznych różniło czy porozniło was.

    Na pewno to obydwoje byliście na zupełnie
    odmiennych płaszczyznach inteligencji emocjonalnej

    i generalnie nie ma nad czym tu dyskutować

    POzdrawiam
    Uśmiechu 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s